Wydawnictwo 
Książki 
Artykuły 

Informacje 
Artykuly 
 
Lectorium Rosicrucianum
Lectorium Rosicrucianum Rosekruis Pers Aktywności
  TEKSTY -> PENTAGRAMY -> KAŻDE DZIECKO ...  

KAŻDE DZIECKO JEST SZCZEGÓLNYM
I JEDYNYM W SWOIM RODZAJU MISTERIUM

W całej nieskończenie wielkiej przestrzeni wszechświata, której początek, koniec, objętość i głębokość są nieznane, żyje około sześć miliardów Ziemian. Także ich pochodzenie nie jest znane. Większość nie zna celu swej podróży. Błyszczą i migocą jak robaczki świętojańskie w ciemności. Niektóre z nich gasną już po kilku latach, inne żarzą się nawet sto lat. Ale wszystkie powracają do Nieznanego. I niekiedy zadają sobie pytania: „Kim jestem? Czy w ogóle kimś jestem? I w jaki sposób powstałem?”

Patrzycie w górę ku gwiazdom i myślicie: „Czy pochodzę stamtąd?” Wpatrujecie się w nieustannie płynącą wodę i myślicie: „Może stąd pochodzę?” Obserwujecie siebie samych i myślicie: „Mogę myśleć, mogę odczuwać, mogę także czegoś chcieć, mogę coś czynić. Dlaczego żyję? Czy istnieje ktoś, kto na mnie czeka?”

Pod koniec minionego stulecia w lasach na południu Francji znaleziono dziewczynkę, która nie miała żadnej styczności z kulturą. Nie umiała mówić, ponieważ nigdy nie miała okazji do mówienia. Czasami wydawała z siebie zwierzęce odgłosy. Biegała bardzo szybko na czworakach. Ludzie, którzy ją znaleźli, wystawiali ją na jarmarkach jako atrakcję, jednakże mieli trudności, aby ją ubrać. Chodzić prosto nie nauczyła się nigdy, mało również mówiła. Tymczasem nie było to jedyne dziecko, które żyło w ten sposób. Innym, bardziej znanym dzieckiem, był Mowgli, o którym napisał Rudyard Kipling w „Księdze Dżungli”. Mamy jeszcze Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu, których wychowała wilczyca, i Kaspara Hausera. Również teraz pod koniec dwudziestego wieku nie jest łatwo być młodym. W wieku czternastu, piętnastu czy szesnastu lat trzeba już dużo osiągnąć. Trzeba być młodym i pięknym. Trzeba dokładnie wiedzieć, co jest modne, a co nie. Trzeba znać język skrótów, jak również szybkie ruchy rąk i palców, którym towarzyszą odpowiednie spojrzenia. Trzeba znać nowe słowa i wyrażenia, które brzmią jakby pochodziły z innego uniwersum. Trzeba nauczyć się jeździć na rolkach albo właśnie nie. Trzeba umieć na odpowiednim poziomie utrzymywać agresję albo też wcale nie. Trzeba umieć świetnie tańczyć albo nie powinno się tego wcale robić. Można się tego wszystkiego nauczyć w szkole, ale naturalnie nie na lekcjach. Szkoła jest głupia i nie przydaje się do niczego. To znaczy, nauczyciele są nic nie warci. Na rady starszych odpowiada się wzruszeniem ramion.

KTO JESZCZE WŁAŚCIWIE ROZUMIE DZIECKO?

Stawianie czoła nacierającej przemocy życia, W. Heath Robinson. Z książki: „A song of the English”, Rudyard Kipling, 1915.

Nie jest to zresztą nic nowego. Wychowawcy wszystkich epok zawsze mieli trudności z młodzieżą. Kto jeszcze właściwie rozumie dziecko? Kto choć trochę je rozumie, ośmiela się zrozumieć, ten jest na drodze do stanięcia twarzą w twarz z tajemnicą własnego życia. W latach 1920-1940 mieszkał w Warszawie lekarz, który założył sierociniec utrzymywany z darów. Z powodu antysemickiego klimatu w ówczesnej Polsce stał się on miejscem schronienia dla wielu żydowskich dzieci. Tym wyjątkowym człowiekiem był doktor Janusz Korczak. W jego domu dziecka prawie wszystko robiły same dzieci. Troszczyły się one o wszystko i same przygotowywały sobie posiłki. Miały też własny sąd, który był najwyższą instancją w sierocińcu. Urząd ten sprawowali dziecięcy sędziowie, oskarżyciele i obrońcy. Wyroki dziecięcego trybunału były respektowane przez wszystkich mieszkańców domu. Z kraju i zagranicy przyjeżdżały komisje, aby studiować model Korczakowski. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem. „Doktor”, tak go nazywały dzieci, cieszył się u dzieci ogromnym szacunkiem. Był on w ciągłych rozjazdach organizując pożywienie, skórę na buty, materiał opałowy do kuchni i do ogrzewania, poszukiwał też miejsca dla swoich dzieci u rzemieślników, chłopów i sklepikarzy. O codzienny przebieg dnia nie troszczył się prawie wcale. Dzieci miały swoje prawa i obowiązki. Były one surowe, ale uczciwe i w sposób naturalny żyły zgodnie z wewnętrznymi i zewnętrznymi ciężkimi warunkami życia na ziemi. Dzieci wychowywały się wzajemnie - nie odnośnie manier, ale przede wszystkim postępowania - o wiele efektywniej i lepiej niż mogliby to uczynić rodzice. Skąd brał się szacunek dla doktora Korczaka? Dzieci szanowały go, ponieważ pozostawił im ich wartość, ponieważ odważył się przyjąć, że dzieci żyją w ich własnym świecie. On szanował je, a one szanowały jego. Gdy warszawskie Getto zamknięto, a ludność, która wystąpiła przeciwko okupantowi, krwawo zlikwidowano, resztę, która przeżyła - także dzieci z sierocińca - wywieziono do obozu koncentracyjnego. Korczaka, znanego lekarza i dziecięcego psychologa, pozostawiono na wolności. Lecz on nie opuścił swoich dzieci. One mu ufały. Wymaszerowały w swoich najlepszych ubrankach. Ich doktor szedł na czele i wszedł z nimi do komory gazowej. Tam polecił im, aby usiadły w kółku wokół niego. „Teraz idziemy spać”, mógłby tak powiedzieć. „Przebudzimy się wszyscy w wolnym świecie, w nowym czasie.”

WSZYSTKO MA SWÓJ OKREŚLONY MOMENT ROZWOJOWY
Po trzecim miesiącu życia liczba komórek mózgowych człowieka praktycznie nie wzrasta, a rozgałęzienia nerwów nie stają się już w sposób istotny cieńsze. Tylko komórki ośrodka mowy rozwijają się jeszcze przez kilka lat. Eksperymenty na kotach i szczurach wykazały, w jaki sposób wpływy z zewnątrz podrażniają komórki mózgowe, przez co ich zakończenia rozrastają się w różnym stopniu. Z tysięcy wybrano jedynie kilka, które są odpowiedzialne za specjalne połączenia. Młode koty otrzymywały przez dłuższy czas mniej więcej co dwie sekundy impulsy świetlne, ale nie miały możliwości oglądania żadnych ruchomych obrazów. Później nie były one w stanie postrzegać ruchu. Stwierdzono, że u szczurów w pierwszych tygodniach życia każda komórka nerwowa ośrodka wzroku w mózgu ma około czternastu połączeń z innymi komórkami nerwowymi. Po otwarciu oczu liczba połączeń wzrasta gwałtownie aż do ośmiu tysięcy na jedną komórkę w ciągu dwóch tygodni. Szczury pozostałyby jednak ślepe, gdyby liczba połączeń nie wzrosła. Otwarcie oczu po kilku miesiącach uniemożliwia nadrobienie strat. Szczury pozostają wtedy ślepe przez całe życie.
Zaczerpnięte z książki: “Denken, lernen, vergessen” (Myślenie, uczenie, zapominanie), Frederic Vester, Deutsche Verlags-Anstalt GmbH, Stuttgart, 1975.

Inny rodzaj godnego uwagi życia i przetrwania rozgrywa się na ulicach wielkich miast Ameryki Południowej. Żyją tam duże grupy dzieci, które uciekły lub zostały porzucone. Nie stało się tak dlatego, że były już prawie dorosłe i że stały się ciężarem, lecz były one w wieku, w jakim dzieci w cywilizowanych krajach otoczone są ochroną, troską, serdecznością, w jakim się je karmi i czesze. Te dzieci budzą się na ulicy.

Ineke Holtwijk pisze o nich w przejmującej książce pt. „Engelen van het Asfalt” (Aniołowie asfaltu). Jest to nazwa jednej z band ulicznych. Aniołowie asfaltu ochraniają się wzajemnie. Mają surowe prawo, które jest respektowane przez każdego z nich. Często jest tak, że ten, który jest nieco starszy od pozostałych, zostaje przywódcą. Ale jaki jest ich cel? Przeżyć! Przeżyć dzięki kradzieży, dzięki szybkości, jako kurierzy narkotyków. Każdego dnia ryzykują życiem. Ale tak samo jest wtedy, kiedy nic nie robią. Ich surowy kodeks postępowania zawiera żelazne reguły: Nigdy nie ufaj dorosłym - a policji jeszcze mniej. Nie dopuść żadnego dorosłego do twojego świata. Nie przyjmuj pomocy, bo będziesz zgubiony i stracisz wolność. Utracisz poczucie własnej godności.

Jan van Rijckenborgh pisze: „Wyobraźcie sobie, że narodziło się dziecko, dziecko wyposażone w pierwotną duszę. Gdy później ta dusza wiąże się z ciałem, to spotyka zło, które związana jest z naturą dialektyczną. Teraz chodzi o to: Czy dziecko, kiedy się rozwinie, kiedy stanie się starsze i zacznie wchodzić w życie, będzie walczyć ze złem, które pochodzi z wewnątrz, czy też bez zmrużenia oka zaakceptuje to zło i wybierze drogę po najmniejszej linii oporu? Jako istoty-dusze wszyscy doświadczamy dyktatury cielesnego człowieka, przez co duszy grozi uśmiercenie, zatonięcie.”

Dziecko, które nie jest zepsute i rozpieszczone, lecz tryska jeszcze wewnętrznym życiem, jest wrażliwe, bardzo otwarte i żądne wiedzy. Wychodzi ono z założenia: „Nic nie wiem, będę się wszystkiego uczył.” I jeśli teraz rodzice pełni miłości nie odniosą się do dziecka ze zrozumieniem i przychylnością, to ono umrze - wewnętrznie i zewnętrznie. Z natury dziecko uważa się za część rodziny, nie za indywidualność, ale za część środowiska, w jakim codziennie żyje.

„Wszystko ma swój czas[...] jest czas narodzin i śmierci, czas siania i zbierania.” (Kazn. 3:1-2).

We właściwym momencie trzeba nauczyć się tego, co właściwe. Jeśli ktoś nie nauczył się mówić w pierwszych latach życia, bo nie miał żadnego wzorca, to staje się to później prawie niemożliwe, a zasób słów pozostaje bardzo ograniczony. To samo dotyczy chodzenia, patrzenia, słuchania, a przede wszystkim współczucia i przymiotów społecznych. To, czego człowiek nauczy się później, nie będzie jego własnością, lecz tylko pokostem. Jeżeli dziecko nie posiada żadnego rzeczywistego, żywego wzorca duszy, a jedynym wzorcem są szybko zmieniający się idole z telewizji i z płyt kompaktowych, to musi ono później mocno walczyć, aby nie ulec dyktaturze cielesnego człowieka.

Wielka tajemnica. Foto: Janet Delaney.

Nie chodzi tutaj o jakieś niepowodzenia społeczne, lecz o brak zdolności do życia jak człowiek. Chodzi o to, aby świadomość w sercu młodego człowieka była cały czas rozbudzona i żywa! Albowiem on sam szuka kontaktu z życiem! Dzieci doświadczają czegoś z tej potężnej, żywej energii, która ciągle uczy, która ciągle się zmienia, która steruje i kieruje życiem, aby nie popadło ono w niewiedzę. Dzieci doświadczają tego jako nawałnicy, która nie pozostawia ich w spokoju, która je podburza, a przez to popycha do tego, aby zrozumiały życie. Żyć to znaczy ciągle się uczyć, aby kiedyś znaleźć drogę do tego jedynego życia, w którym nie istnieją przeciwieństwa. Każde dziecko ma prawo do takiego życia.

Każde dziecko jest misterium, które ma całkowicie własny i jedyny w swoim rodzaju cel. Rodzicom nie wolno tego naruszyć, lecz muszą oni swoje dziecko otoczyć miłością, zrozumieniem i przyjaźnią.

 
 

© 1996-2004 Lectorium Rosicrucianum