TEKSTY -> PENTAGRAMY -> NA RÓWNINACH WAHAŃ  
NA RÓWNINACH WAHAŃ
Nie będzie żadną przesadą stwierdzenie, że w czasach, w których żyjemy, widzimy z jednej strony narastający chaos, a z drugiej prze­bijające się, wyraźne, jasne i zazwyczaj ośle­piające światło.
Symptomami tego chaosu są większe i mniejsze pola walki na całym świecie, podczas gdy uniwersalne Światło objawia się w głowach i sercach tych, którzy chcą wyrwać się z przy­musu życia między przeciwieństwami i uczą się, jak tego dokonać. Chaos ten wskazuje na upa­dek spróchniałych struktur iluzji i oszustwa. Wszystko penetrujące Światło prowadzi osobę poszukującą prawdy do coraz większego zro­zumienia, którą drogą należy podążać, by móc zająć swoje miejsce w nowej fazie rozwojowej planu Boga.
Duch i dusza opuszczają stare ciało (kruk).
Kiedy powracają, tworzą trójnię.
Vidiarum chymicus, D. Stolcius von Stolcenberg, Frankfurt, 1624.
Żyjemy obecnie w groteskowych czasach. Ludzi opanowuje lęk, gdy zdają sobie sprawę z tego, że pomimo wszelkich pertraktacji i planów rozbrojeniowych, wciąż pozostaje wystarczająco dużo broni, by zmieść ludzkość z powierzchni ziemi. Jednakże, jeśli chcemy, możemy prze­zwyciężyć ten strach i możemy nauczyć się widzieć względność naszego kruchego życia. Możemy oderwać się od śmierci. Śmierć bowiem nie jest niczym innym, jak tylko pozostawie­niem domu, który uznano za nie nadający się już dłużej do zamieszkania.
W tym sensie wzrastająca przemoc i horror zagłady nie mogą uszkodzić kogoś, kto nauczył się nie angażować w to. I w ostateczności to odcięcie się jest konieczne. Nie ma już czasu na filozofowanie o interesujących kulturach, kiedy upadają one na naszych oczach. Nie ma już dłu­żej czasu na wygrzewanie się w mistycyzmie, gdyż energia, która nie zostanie użyta we wła­ściwy sposób, spali nas. Nie zostało już czasu na dyskusje o bardziej lub mniej inteligentnych rozwiązaniach, gdyż większość słów jest nie­szczera, a niezliczone działania niosą ziarna zniszczenia i śmierci. Szczególnie nasze myśli są potencjalnymi trucicielami, prawdopodobnie najgorszymi ze wszystkiego.
Każdy jest konfrontowany z chaosem, który nie ogranicza się jedynie do krajów z pięknych prospektów biur podróży, lecz stoi już przed naszymi drzwiami. W wielu przypadkach zakradł się do naszych domów i atakuje wszystkie nasze dobrze chronione wartości. Jeśli mamy w co­dziennym życiu do czynienia z dziećmi, to za­uważamy, że współczesne dzieci bardzo różnią się od tych ze „starych, dobrych czasów”. Mło­dzi ludzie rzucani są to tu, to tam jak piłeczki pingpongowe i jest to dla nich bardzo realne doświadczenie. Stoją oni w samym centrum chaosu naszych czasów. Są bezpośrednio ma­nipulowani przez siły, które zostają uwolnione, gdy stare wartości przestają istnieć i dawne pola magnetyczne rozpadają się. Młodzi ludzie nie są chronieni przed tą przemocą i doświadczają jej. Często także wyrażają to w uderzająco jasnych słowach. Wzdrygają się, gdy doświad­czają tych emocjonalnych fal, które chcą ich pochwycić.
DIALEKTYKA NIE ZACZYNA SIĘ NA PROGU
Nasze czasy są zdumiewające. Na ludzkość wylana została lawina katastrof. Wszystko, co nie jest mocno zakorzenione w normach nowej ery, zostanie zmiecione z powierzchni ziemi. Chaos staje się coraz bardziej wyczuwalny, lecz jednocześnie przenikające Światło udziela inspi­racji i pocieszenia naszym cierpiącym sercom. Jest to ogromna walka między ciemnością a światłem, desperacka ucieczka ciemności przed odkrywającym prawdę światłem.
Niektórzy uczniowie Szkoły Duchowej Zło­tego Różokrzyża mówią o dialektycznej naturze jako o szkodliwym i złym świecie zaczynającym się gdzieś z dala od progu ich domostwa. Trudno o większy błąd. Każdy człowiek, aż po komórki ciała, jest częścią natury dialektycznej, to znaczy jest przywiązany do koła powstawania i prze­mijania. Odnosi się to także do naszego własnego domu, do naszych codziennych wysiłków i nawet do tych rzeczy, o których niektórzy uczniowie mówią: „Ja już tak nie postępuję”. Także ucznio­wie, zarówno początkujący jak i zaawansowani, wciąż mają mnóstwo starych dialektycznych naleciałości, które powinny skłonić ich do po­ważnego zastanowienia się. Ktoś kiedyś po­wiedział: „Myślenie to przetasowywanie uprze­dzeń”. Myślenie, aktywność ludzkiego umysłu, nie dostarcza nam nowych punktów widzenia. Ten rosnący chaos i badanie jego podstaw nie wzbudza optymizmu.
Lecz istnieje inne myślenie, które zasługuje na naszą uwagę. Załóżmy, że istnieje plan Boga dla naszego świata i jego fal życiowych. Za­łóżmy dalej, że ten plan osiągnął taki poziom rozwoju, że wielka liczba dusz może zostać uratowana od upadku. W takim razie, czy nie byłoby naiwnością wierzyć, że sześć i pół mi­liarda ludzi zamieszkujących naszą planetę, z całym ich bogactwem, potęgą i technologią mogłoby, choć przez chwilę, oprzeć się temu planowi? Ten opór mógłby nieco utrudnić przebicie się Światła i doprowadzić do wielu katastrof. Ludzkość stworzyła, indywidualnie lub zbiorowo, wiele przeszkód stojących na drodze tego procesu. Lecz powodzenie jest pewne. Wszystko, co stoi na przeszkodzie tego planu Boga, zostanie usunięte przy pomocy łagodnych lub ostrzejszych środków.
DROGA PRZEZ SYMBOLICZNY MUR I MISTYCZNĄ BRAMĘ
Jeśli spróbujemy towarzyszyć ówczesnemu młodemu kandydatowi na jego drodze, wów­czas najłatwiej będzie nam sobie uświadomić, z jaką wewnętrzną powagą i z jakim oddaniem Katarzy poświęcali się swemu procesowi we­wnętrznej transformacji. Kandydat, który z peł­nym zdecydowaniem wkraczał na drogę do Świętego Graala, rezygnował z życia w społe­czeństwie, z małżeństwa, dóbr ziemskich, re­zygnował z jedzenia mięsa i picia wina. Prakty­kował on endurę, dobrowolne obumieranie ego, aby jego osobowość, uwolniona od wszelkich ziemskich więzów, mogła stać się godnym naczyniem dla siły Boskiego Światła i Miłości. Okres przygotowawczy trwający kilka lat, wielu adeptów spędzało w jaskiniach Ussat-Ornolac w dolinie Ariege. Katarzy już od roku 1000 za­mieszkiwali te olbrzymie groty i uświęcali je jako naturalne świątynie na swej wewnętrznej drodze do Świętego Graala. Niekiedy umacniali swoje jaskinie i otaczali je murem, dzięki czemu powstały trudno dostępne tzw. „spoulgas”.
Na południe od Tarascon, powyżej wsi Ussat-Ornolac, w Montagne Sacree, we wnętrzu Świętej Góry, znajdują się kościoły Katarów. Jeszcze do XIII w. dno doliny wypełniało je­zioro powstałe przez naturalne spiętrzenie wód, a jego fale sięgały niemalże wejść do grot słu­żących za kościoły. Kandydat, który pragnął kroczyć drogą wiodącą do Świętego Graala, wycofywał się ze świata w samotność tych uświęconych miejsc. Przekroczywszy „symbo­liczny mur”, tzn. kiedy rozstał się ze światem, z pomocą starszych braci pokonywał stopień po stopniu, coraz wyżej, aż do Doskonałości. Po­szczególnym fazom tej drogi towarzyszyły: milczenie, post, praca, zdobywanie wiedzy astrozoficznej, medycznej i stopniowe odkrywa­nie posłannictwa zbawienia zawartego w chrześ­cijańskim misterium inicjacyjnym udokumento­wanym przede wszystkim Ewangelią Jana.
Katarzy wiedzieli, że tylko wyzwalające poznanie i życie oparte na służbie prowadzą do Graala. Na krótko przed inicjacją kandydat „umierał” - po uprzednim czterdziestodniowym okresie postu - symboliczną „śmiercią mis­tyczną”. W grocie o nazwie Kepler zostawał symbolicznie na trzy dni złożony do grobu, aby wypełnić do końca endurę - proces umierania na krzyżu tej natury. W taki sposób jego dusza mogła w rzeczywistym naśladownictwie Jezusa przeżyć „Consummatum est” - „Dokonało się”.
„CHCEMY NAJPIERW JESZCZE CHWILKĘ SIĘ ROZEJRZEĆ”
Chaos jest konsekwencją naszej odmowy współpracy w rozwoju boskiego planu; jest to ociąganie się z reakcją na Światło, które chce ocalić ludzkość i wznieść jej życie na wyższy poziom. Światło to konfrontuje ludzi z wypełnieniem celu ich życia: albo wznoszenie się ku Światłu i ze Światłem, albo upadek ku ciemności i z ciemno­ścią. Usłyszeliśmy kiedyś, jak młodzi ludzie, którzy zostali postawieni przed ścieżką wyzwo­lenia powiedzieli: „Szukaliśmy tej ścieżki, lecz nie spodziewaliśmy się, że już teraz ją znajdziemy. Chcemy najpierw jeszcze chwilkę się rozejrzeć”. Kto mówi w ten sposób, zamyka drzwi. Któż wie, kiedy będzie mu ofiarowana nowa szansa.
Zatem chaos wzrasta. Niepewność przeważa, ponieważ ludzie nie są jeszcze w pełni prze­budzeni i ograniczenie ich świadomości trzyma ich z dala od jasnego postrzegania. Nie zrozumcie tego niewłaściwie, nie chcemy tu uogólniać. Tego, kto nie zatrzasnął tych drzwi i kto wstąpił na ścieżkę wyzwolenia, nie trzeba już zachęcać. Jednakże, kto wierzy, że idzie tą ścieżką, lecz marzy o swych własnych osiągnięciach i za­letach, jest jak człowiek, który czekał u bram nieba na to, by się otworzyły, a obudził się, gdy zostały one ponownie z hukiem zamknięte.
A kto się wciąż waha... czyż nie jest naszym bliźnim w opresji. Te bodźce życiowe mające na celu zachowanie czujności i ciągłe zastana­wianie się, są przeznaczone dla niego. Gdyż mądrość ludowa głosi: „Na równinach wahań leżą kości niezliczonych milionów ludzi, którzy w drodze po zwycięstwo usiedli, by odpocząć, i gdy tak siedzieli w tym miejscu, umarli”.
WYSTARCZAJĄCO SILNI WEWNĘTRZNIE, BY WCIĄŻ IŚĆ NAPRZÓD
W życiu każdego człowieka nadchodzi ten zasadniczy moment, kiedy zostaje rozpoznana prawdziwa ścieżka wyzwolenia. Lecz w tym samym czasie dają o sobie znać także siły prze­ciwne. Wtedy musimy udowodnić, czy nasza wiara jest wystarczająco silna, czy proces Chry­stusa w naszym sercu okazał się owocny, czy kandydat już przezwyciężył lęk i odrzucił wa­hanie. Wtedy jasne będzie, czy wołanie Gnozy znalazło odzew i czy człowiek jest na ścieżce wyzwolenia i posiada wystarczająco dużo we­wnętrznej siły, by wytrzymać do końca. Gdyż ścieżka wewnętrznego wyzwolenia wymaga niezmiennej wierności, pomimo chaosu, niedoli i nieszczęścia. Kto udaje się na spoczynek, tego zmorzy sen, który zawęża świadomość i gasi wschodzące wewnętrzne światło.
Lecz ten, kto przekracza równiny wahania, w wytrwałości i na bazie prawdziwie głębokiej wiary, nie będzie pławił się po raz setny lub tysięczny w fałszywym odpoczynku i doświad­czał śmierci wewnętrznego słońca. Ten poszu­kiwacz jedynej prawdy, ten idealista, ta obu­dzona istota ludzka na drodze do wyzwolenia, otrzyma moc, i wgląd, i miłość, które będą pro­wadzić ją przez chaos do wiecznego Światła, które przenika jej świadomość i całkowicie ją przemienia.
Czy my należymy do tych idealistów? Jeśli człowiek pracuje do późna i kładzie się spać całkowicie wyczerpany, to raczej nie będzie mu się chciało zacząć pracować następnego ranka. Powieki ma jak z ołowiu, ciało nie reaguje na słabe impulsy woli, budzik dzwoni na próżno i wypełnia go miłe osłabienie, które sprawia, że całe poczucie odpowiedzialności ulatnia się. I nagle budzi się! Za późno! Możliwości, jakie można było wykorzystać, przeminęły.
BRAMA DO NIEBA ZATRZAŚNIĘTA Z HUKIEM
To przydarzyło się pewnemu człowiekowi u bram niebios. Po aktywnym życiu, w którym wykonywał docenianą przez wszystkich pracę, pojawił się u bram nieba. Lecz był jeden słaby punkt, którego nie dał rady przezwyciężyć: jego uwaga, jego oddanie często słabło, ponieważ morzył go sen. Tak siedząc przed bramą do nieba usłyszał głos mówiący: „Raz na sto lat otworzę się”. I tak czekał, czekał i czekał... A jego uwaga osłabła tylko na moment, tak mu się przynajmniej wydawało. Na krótko zamknął oczy, by odpocząć... I obudził go huk zamykanej bramy.
Czy jesteśmy wystarczająco przebudzeni? Czy udało nam się już uciec przed snem za­pomnienia? Czy zebraliśmy wystarczająco od­wagi i siły, by iść dalej na bazie udzielonego nam wglądu, prosto przez rozczarowanie, sprze­ciw, chaos i wahania? Czy jako błogosławień­stwa doświadczamy tego, że jesteśmy wyrywani z naszych codziennych zwyczajów, z sennego nałogu naszego codziennego życia? Czy też kręcimy się wkoło i zamykamy oczy na walkę pomiędzy światłem a ciemnością? Czy pozna­liśmy już tę walkę w naszym własnym życiu? Nie walkę przeciwko innym, którzy kwestionują nasze ideały, lecz walkę z przeciwnikiem w naszym własnym mikrokosmosie? I czy nasza wiara została poddana wystarczającej ilości prób, byśmy mogli bez wahania przekroczyć próg?
Kto przekracza równiny wahania, kto posia­da niezachwianą wiarę, może i musi pokonać wszystkie przeszkody. Kto znajduje się w po­dróży ku wieczności, musi być duszą w Chry­stusie. Stanie się takim pod warunkiem, że zno­wu nie zapadnie w sen, lecz będzie czuwał z Tym, który w nas przezwyciężył śmierć.

© 1996-2006 Lectorium Rosicrucianum