Temat miesiąca, wrzesień 2005
Uleczenie
własnej ślepoty
Czas urlopów jest dla wielu
z nas dobrą okazją, aby w spokoju przemyśleć swoją sytuację życiową. W naszych
staraniach, by odnaleźć samych siebie, sięgamy do tekstów psychologicznych,
filozoficznych, ezoterycznych czy duchowych. Przy tym otwierają się przed nami
fantastyczne niekiedy mentalne światy. W wielkim oczekiwaniu pochłaniamy całe
książki i szukamy teorii dających wytłumaczenie naszemu życiu. Zaskakujące
jest, jak mało tak naprawdę nasze życie przez to się zmienia. Mimo wszystkich
tych dociekań pozostajemy nadal takimi, jakimi byliśmy.
Czy nasze poszukiwania nie
mają w takim razie sensu? – Z pewnością tak nie jest. Przecież również Biblia
mówi: „Szukajcie, a znajdziecie.” W pewnym psychologicznym momencie z serca
wznosi się uczucie, że za tą mnogością światów mentalnych musi kryć się jakiś
wyższy ład. Dopiero teraz po raz pierwszy zaczynamy przeczuwać własną ślepotę w
odniesieniu do tego innego świata. Wgląd w tę własną ślepotę jest pierwszym
krokiem do uleczenia. W wyniku budzącej się tęsknoty za czymś całkiem innym,
serce zostaje otwarte dla dotknięcia przez boskie światło.
I teraz może nastąpić
proces, który został opisany w Ewangelii Jana (9,1-41), w historii uleczenia człowieka
ślepego od urodzenia. Jezus mówi tu: „Póki jestem na świecie, jestem
światłością świata”. „Po tych słowach splunął na ziemię i ze śliny uczynił
błoto i to błoto nałożył na oczy ślepego. I rzekł do niego: Idź i obmyj
się w sadzawce Syloe (to znaczy Posłany). Odszedł tedy i obmył się, i wrócił z
odzyskanym wzrokiem.”
Godnym uwagi jest tutaj
nałożenie na oczy błota, masy z ziemi zmieszanej ze śliną Jezusa. Jeśli
uzmysłowimy sobie stan przedstawiony na początku, fragment ten stanie się dla
nas zrozumiały. Poprzez gromadzenie wiedzy, jak też dobrych i złych doświadczeń
w swoim ziemskim życiu, człowiek dochodzi do granicy, kiedy boskie Światło
będzie mogło go dotknąć.
Życie na ziemi, rozumiane
jako szkoła doświadczeń, ma właśnie sens w tym szukaniu, znajdowaniu i w
możliwości zrozumienia. Staranie i wysiłek, jaki człowiek podejmuje, nigdy nie
jest na próżno, ponieważ stanowi on szansę, aby przybliżyć się do tej
decydującej granicy. Przez spotkanie się ziemskiego doświadczenia z
jednoczesnym poruszeniem przez Światło człowiek uświadamia sobie bezsilność
swojego stanu i wynikającą z tego ślepotę. Jest to wgląd w fakt, że nie
potrafi on ogarnąć tego Innego, do którego tęskni.
Do człowieka poruszonego
przez Jezusa kieruje się następnie wezwanie: „Idź i obmyj się w sadzawce
Syloe!” Szlam nałożony przez Jezusa na oczy ślepego człowieka tej natury czyni
go zdolnym, aby nadał swojemu życiu inny kierunek, ma on teraz inną orientację.
W tym zdarzeniu opisanym
przez ewangelistę Jana rzuca się w oczy, że ziemia ma w uleczeniu ważny udział,
zarówno przy pierwszym kroku, wglądzie, jak też przy następnym kroku, który
symbolizowany jest udaniem się do sadzawki Syloe.
Kiedy kilku uczniów spytało
Catharose de Petri, czy drogą gnostyczną nie można by o wiele szybciej i lepiej
iść w osamotnieniu w jakiejś jaskini lub klasztorze, odpowiedziała: „To tutaj,
idąc przez świat, napotkacie ducha.”
Skutkiem wezwania, aby
pójść do sadzawki Syloe, jest to, że człowiek nie kieruje swojego życia jak
dotychczas na samoutwierdzanie, ale na osiągnięcie celu życia wskazanego mu
przez to, co Boskie. Dlatego nie może on unikać zadań stawianych mu przez
życie, lecz będzie próbował rozwiązywać je bezkonfliktowo, w sposób wolny od
ustalonych wzorców myślenia i szablonów zachowań, z wewnętrzną równowagą. Przy
tym jego ziemska istota coraz bardziej będzie się usuwać w cień. Stanie się on
„człowiekiem-Janem”, który przez swój sposób życia prostuje w sobie ścieżki dla
boskiego Innego. To właśnie jest udanie się do sadzawki Syloe.
Sadzawka Syloe, tak jak
żywa woda, jest symbolem boskiej siły. Nazwa „syloe” oznaczająca „posłany”,
może być rozumiana w ten sposób, że tylko ten, kto został poruszony i posłany
przez Światło, oczekiwany jest przez tę „sadzawkę” i jej siłę.
Przez przekazanie siebie
boskiej sile, powiązania człowieka z ziemią zostaną zlikwidowane, „zmyte”.
Wówczas ze starej istoty nie pozostanie nic, a nowa istota w nim, człowiek
Jezusowy, przejmie dalsze kierowanie życiem.
Wówczas ślepota zastąpiona
jest prawdziwym widzeniem.
Dla faryzeuszy, którzy
zdają się na wiedzę świata dialektycznego, uleczenie ślepego jest niepojętym
cudem, ponieważ nie znają oni duchowych zasad, na których ono się opiera.
Jednak dla wszystkich tych, którzy znają drogę gnostyczną, uleczenie jest
rezultatem ich drogi.