Temat miesiąca, listopad 2005
„Przeszłość i przyszłość ukrywają Boga przed nami.
Spal obydwie ogniem.”
(Dschalal ad-Din Muhammad Rumi)
Słowa te liczą już 750 lat
i pochodzą od pewnego perskiego mędrca poszukującego Boga i jeszcze dziś są jak
najbardziej aktualne.
Mówi się, że człowiek żyje
w czasie, przez co rozumiemy, że zna on teraźniejszość, przeszłość i
przyszłość.
Im młodszy jest człowiek,
tym więcej oczekuje od przyszłości, im bardziej się starzeje, tym więcej ma
wspomnień z przeszłości. A jak jest z teraźniejszością?
Czy rzeczywiście przeżywamy
teraźniejszość? Czy jesteśmy wystarczająco obecni? Czy zawsze jesteśmy świadomi
chwili? Czy odbieramy dany moment takim, jaki on rzeczywiście jest?
Jeśli będziemy się
obserwować i zbadamy siebie, to dostrzeżemy, że żyjemy przede wszystkim w
przeszłości albo z przeszłości, po to by znów innym razem żyć całkowicie
nadzieją na przyszłość. Albo że jesteśmy skupieni na odmalowywaniu jej sobie we
wszystkich możliwych barwach.
Przy takiej postawie
świadomości, „teraz” zawsze za mało dochodzi do głosu.
Dlaczego tak jest?
Jest to kwestią naszych pragnień
i naszej aktywności umysłowej. Umysł jest związany z czasem, ponieważ jest on
wytworem czasu. Wytwarza sobie czas wciąż na nowo przez to, że akceptuje go
jako coś istniejącego.
Pragnienia i perspektywy
również związane są z czasem, ponieważ odmalowujemy je sobie w wyobrażonej
przyszłości.
Pomiędzy tymi dwoma
biegunami – przeszłością i przyszłością – życie myślowe i uczuciowe
człowieka pędzone jest tam i z powrotem. Jego życie przebiega przez to bez
chwili wytchnienia. Przecieka mu ono między palcami. Tęsknota za prawdziwym
życiem, za pokojem, światłem i miłością – za Bogiem – pozostaje niezaspokojona.
Jak wyraził to Rumi?
„Przeszłość i przyszłość ukrywają przed nami Boga.”
A zatem Boga, Ducha,
Światła, Miłości, Pokoju nie znajdziemy ani w przeszłości, ani w przyszłości.
Możemy go jednak znaleźć tam, gdzie się go nie spodziewamy: w teraźniejszości,
w „teraz”.
Jest On obecny w „teraz”
każdej chwili. W „teraz” każdej chwili można go doświadczyć. Może się On
objawić zawsze tylko w „teraz”.
Ale jak doświadczymy tego
„teraz”?
„Spal obydwie (przeszłość i
przyszłość) w ogniu.” Tak mówi dalej Rumi.
Mowa tu o szczególnym
ogniu: ogniu Ducha, boskim ogniu.
W Szkole Duchowej Złotego
Różokrzyża mówimy w tym aspekcie o Siedmioduchu, o wszechobecnej aktywności
promieniowania, wychodzącej do ludzi po to, by budzić to, co znajduje się
jeszcze w stanie uśpienia.
Tego ognia potrzebujemy, by
rozpalić od niego najgłębsze jądro naszej istoty. Jeśli może się to dokonać i
ogień ten płonie w nas, pochłania on naszą skłębioną i iluzoryczną
tożsamość wraz z przeszłością i przyszłością.
Coraz klarowniejszy staje
się w ten sposób wgląd we własną istotę.
Liczne cienie przeszłości
zaczynają się rozpływać; obrazy wyimaginowanej przyszłości bledną; chwila obecna
coraz wyraźniej ukazuje swoją rzeczywistość.
I w którymś momencie w
umyśle zapada cisza:
Człowiek zawitał w „teraz”.
Znalazł to, za czym jego serce od tak dawna tęskniło.
Ogień Siedmioducha czeka na
nas wszystkich.