Temat miesiąca, grudzień 2005
Światło świeci w ciemności
Pewien mały kościół ewangelicki we Francji potocznie
nazywany jest „kościołem płonących lamp”.
W każdą sobotę wieczorem ludzie ze wsi
zbierają się w nim na nabożeństwo. Każdy przybywający przynosi ze sobą lampę
oliwną, zapala ją i stawia na szerokich oparciach ławek. W ten sposób, w czasie
każdego sobotniego nabożeństwa kościół rozświetla się od blasku oliwnych lamp.
Zwyczaj ten zrodził się w roku 1550.
Od tamtego czasu każdy członek gminy
religijnej wyznający swoją wiarę otrzymuje lampę, którą zachować ma aż do
śmierci i którą zobowiązany jest przynosić na każde nabożeństwo. Już od
czterystu lat lampy te przechodzą z rąk do rąk i każdy wie, że jeśli nie ma go
na nabożeństwie wraz z jego lampą, w kościele będzie nieco ciemniej.
Ten piękny obyczaj przywodzi na myśl ów
fragment z Nowego Testamentu, w którym mowa jest również o lampach oliwnych.
Chodzi w nim o panny rozważne i nierozważne, którym wystarczy lub nie wystarczy
oliwy do lampy, by podtrzymać w niej płomień i wyjść oblubieńcowi naprzeciw.
Jeśli przyjrzymy się dokładniej symbolowi
lampy oliwnej spostrzeżemy, że tak samo może się to odnosić do innego światła -
do niewidzialnego światła ducha. Światło to, jak mówi o tym powszechna nauka, u
zarania dziejów zstąpiło w dół, by służyć pomocą upadłym istotom, mikrokosmosom
i by rozświetlać ich pełną trudu drogę tak długo, aż kiedyś świadomie pochwycą
to światło, by móc powrócić do Ojca.
Do ludzkości wciąż na nowo przychodzili
posłańcy tego światła, by rozniecać je w tej naturze jak jasną pochodnię, by
stała się widoczna dla wszystkich, którzy mogą to światło zobaczyć.
W tradycji chrześcijańskiej mówimy o świetle
Chrystusa i o Jezusie, który przed 2000 lat poprzez to światło otworzył dla
ludzkości nową możliwość ratunku.
„Pójdźcie za mną” mówił następnie do swoich
uczniów i do wszystkich, którzy w niego wierzyli.
„Postąpić za Jezusem-Chrystusem” oznacza
pozwolić, by to niewidzialne, duchowe światło w nas się rozpaliło, podtrzymywać
ten płomień i przez to samemu być światłem dla świata i ludzkości.
Słowa z Kazania na Górze: „Wy jesteście światłem
świata” powinny się odnosić także do Was.
Kto rozpalił to światło w swoim sercu i żył
z niego, stawał się „oświeconym”. Przeżywał on nowe narodziny, narodziny ze
światła.
A jak to się ma do nas, ludzi XXI wieku,
którzy co roku świętujemy tak zwane święto światła. Czy zrozumieliśmy coś,
jeśli chodzi o te wielkie możliwości i czy je wykorzystaliśmy? Czy
potraktowaliśmy z pełną powagą napomnienie Angelusa Silesiusa (1624-1677):
„Choćby Chrystus tysiąc razy narodził się w Betlejem, a nie w tobie, i tak
byłbyś stracony”?
Musimy sobie uświadomić, że duchowe światło,
światło Chrystusa, także dzisiaj – tu i teraz – jest obecne i czeka, byśmy
otworzyli na nie swoją istotę. Światło to chce nas odnaleźć właśnie teraz,
dzisiaj, w tej chwili.
Otwórzmy więc nasze serca i głowy, aby
światło to mogło w nas wejść i rozświetlić całą naszą istotę. I przyczyńmy się
w ten sposób do tego, aby stać się świecącym płomieniem dla świata.
Oby nadchodzący czas przyniósł nam w tym
znaczeniu rozjaśniające światło.