Wydawnictwo 
Książki 
Artykuły 

Informacje 
Artykuly 
 
Lectorium Rosicrucianum
Lectorium Rosicrucianum Rosekruis Pers Aktywności
  TEKSTY ->TEMATY MIESIĄCA -> STYCZEŃ 2006 

Temat miesiąca, styczeń 2006

 

„Radość”

 

Z pewnością niektórzy z Was otrzymali niedawno kartki z życzeniami noworocznymi: „Szczęśliwego Nowego Roku”, „Wiele szczęścia i radości w Nowym Roku”.

Nowy Rok został powitany fajerwerkami i petardami, w noc sylwestrową tysiące ludzi wyległy na ulice i place; strzelały korki od szampana, zapalano sztuczne ognie.

Co roku, po nocy sylwestrowej służby oczyszczania miasta sprzątają pozostałości – puste butelki, wypalone fajerwerki i inne śmieci…

 

Być może znacie aforyzm pochodzący od Marii von Ebner-Eschenbach: „Gdy palą się fajerwerki, nikt nie spogląda w rozgwieżdżone niebo”.

 

W aforyzmie tym zestawione są dwa krańcowo różne zjawiska. Z jednej strony jest „fajerwerk”, który krótko rozbłyskuje pięknymi barwami, ale z którego jednak na końcu pozostają tylko wypalone resztki, a z drugiej strony jest „rozgwieżdżone niebo”, które jest nieskończone i ciche. Jednak rozbłyskujący fajerwerk przesłania to niebo.

Zarówno oglądanie rozbłyskujących fajerwerków jak i rozgwieżdżonego nieba sprawiają nam przyjemność. Czujemy jednak, że chodzi tutaj o bardzo różne rodzaje przyjemności, czy radości. Radość – przyjemność! Nie jest łatwo przeprowadzić granicę między tymi pojęciami. Co przeżywamy, kiedy coś wzbudza w nas radość? Jakie uczucia przeżywamy, kiedy mówimy: „To sprawia mi przyjemność!”?

 

Kiedy coś „nie sprawia przyjemności”, czy jest to wtedy złe? W naszym społeczeństwie, które określane jest mianem „społeczeństwa uciech”, tak się często do tego podchodzi. Kiedy coś nie sprawia nam przyjemności, wówczas niemalże automatycznie to odrzucamy i uznajemy za coś „złego”.

Kiedy szkoła nie sprawia przyjemności, wówczas jest uznawana za „zło konieczne”. Kiedy nauka zawodu nie sprawia przyjemności, wówczas młody człowiek - być może z takim właśnie uzasadnieniem – przerywa ją.

Kiedy przyjemność staje się atrybutem udanego, szczęśliwego życia, pojawia się wielka pustka, gdy tej przyjemności zabraknie. Ta pustka zostaje wówczas wypełniona wszelkiego rodzaju rozrywkami. Przy nałogowym dążeniu do rozrywki, tak jak przy każdym nałogu, głód nigdy nie może zostać do końca zaspokojony. Przedmiot naszego pożądania, naszego nałogu musi być ciągle „konsumowany” i to najlepiej w coraz większych dawkach; jest to studnia bez dna. Jedna rozrywka goni następną, jedna impreza następuje po drugiej…

 

Telewizja przez większość społeczeństwa uznawana jest za najważniejsze z mediów i główne źródło rozrywki i przyjemności. Pokazuje to, jak bardzo „przyjemność” stawiana jest przez nas w punkcie centralnym naszego życia. W ciągu ostatnich lat można było zauważyć, że wypowiedzi w telewizji stają się coraz krótsze; słuchanie długich wypowiedzi jest męczące i „nie sprawia przyjemności”. Informacje przeradzają się w „infoshow”, tzn. w mieszankę widowiska, rozrywki i informacji. Informacja musi być łatwo zrozumiała i lekkostrawna.

N. Postman już przed wielu laty mówił o tym, że „weselimy się na śmierć”. Ważną przyczynę tego upatruje w przemyśle rozrywkowym, w „totalnym rozrywaniu się”. W swojej książce: „Weselimy się na śmierć” (1985) przedstawia on, jakie są następstwa tego, kiedy w miejsce wysiłku, by coś poznać i zbadać, przychodzi „biznes rozrywkowy”.

Młody człowiek często silniej kształtowany jest przez telewizję i prezentowane w niej wzorce, aniżeli przez swoich rodziców i zewnętrzne otoczenie. Z tego powodu pragnie, dokładnie tak jak jego bohaterowie z seriali, nieustannie coś przeżywać. Musi się coś dziać i być ciekawie: napięcie i przyjemność są obowiązkowe.

 

Teraz skierujmy nasze spojrzenie na całkiem inną „radość” – na to, co Maria von Ebner Eschenbach ma na myśli mówiąc o „rozgwieżdżonym niebie”, którego nie widzimy, jeśli damy się oślepić fajerwerkami. Jak mamy to rozumieć?

To, co ma na myśli autorka aforyzmu, to uczucie pełne wymownej ciszy. Kojarzymy je z ciepłem i światłem. Ciepłe światło świecy jest jej bliższe, niż głośne fajerwerki. Serce może być wypełnione radością, może „rosnąć” z radości, albo może też, jak mówią słowa pewnej starej kolędy, pęknąć z radości. Tego wszystkiego nie można powiedzieć o przyjemności.

 

Czym zatem jest radość?

 

Uczucie radości prowadzi do podwyższenia wibracji i odbieramy to jako szczęście. Wiedza o tym znajduje także odzwierciedlenie w języku potocznym. Mówimy mianowicie o radosnym uniesieniu, kiedy przepełnia nas radość, oraz że „jesteśmy w dołku”, kiedy tej radości w naszym życiu brakuje.

Jednak ta radość wypływająca z naszego wnętrza, której towarzyszy podwyższenie wibracji, nie jest trwała. Nie jest to też możliwe w świecie, który nacechowany jest ciągłą zmianą biegunów - od szczęścia do nieszczęścia, od zdrowia do choroby, od narodzin do śmierci. Zmiany nastroju są zatem nieuchronnym i codziennym doświadczeniem. Po radosnych doświadczeniach i przeżyciach wciąż od nowa konfrontowani jesteśmy z cierpieniem, własnym albo innych ludzi oraz innych stworzeń. Tak więc, zarówno poszukiwanie „przyjemności”, jak i trwałej „radości” jest iluzją. Czy nie ma zatem żadnego wyjścia?

 

Czy przypominacie sobie końcowy chór z IX symfonii Beethovena?

Po kilku taktach głośnej, przygnębiającej muzyki, męski głos solowy śpiewa: „O przyjaciele, nie te tony” i nawołuje wszystkich do radośniejszych tonów. Wówczas włącza się chór i śpiewa: „Radość, piękna iskra bogów, córa z Elizjum…”

Schiller, autor tej ody, pierwotną ojczyznę tej radości nazywa „Elizjum”, lub innymi słowami rajem, królestwem niebios. Radość zostaje zatem opisana jako córa z raju, jako iskra z Elizjum, ze Świętego Królestwa. Radość, o jakiej tu mowa, przerasta jeszcze to, co Maria von Ebner Eschenbach opisywała jako „rozgwieżdżone niebo”. Pochodzi ona z innego obszaru, z nieba, które nie jest widzialne.

Ta radość, ta iskra z nieba, ta iskra bogów albo – jak też często mówimy – Iskra Boża jest źródłem radości, która nie potrzebuje żadnego zewnętrznego bodźca, by się pojawić i by działać, i nie podlega ona wpływowi wzlotów i upadków życia dialektycznego. Jeśli poświęcimy uwagę temu źródłu, nastawimy na nie nasze ucho – w tym celu musimy zamknąć je przed hałasem świata, przed fajerwerkami – wówczas stanie się ono źródłem cichej radości. To radość wiedzieć, że mimo całego ludzkiego cierpienia, to źródło istnieje, że nas ono zasila, jeśli tylko tego chcemy.

 

 
 

© 1996-2004 Lectorium Rosicrucianum