Wydawnictwo 
Książki 
Artykuły 

Informacje 
Artykuly 
 
Lectorium Rosicrucianum
Lectorium Rosicrucianum Rosekruis Pers Aktywności
  TEKSTY ->TEMATY MIESIĄCA -> KWIECIEŃ 2006 

Temat miesiąca, kwiecień 2006

  

 

Żyję moje życie w rosnących kręgach,

które przetaczają się ponad rzeczami.

Ostatniego może już nie skończę

ale spróbować muszę.

Rainer Maria Rilke

  

  

Nastaje taki czas, kiedy niemalże nie można się doczekać, aż otworzą się pierwsze pąki. Szczególnie wtedy, gdy po krótkich zwiastunach nadchodzącej wiosny mokre i zimne dni z niebem ciężkim od chmur pełnych deszczu i śniegu, niweczą nadzieję na słońce i ciepło. Chcemy opuścić przytulny, ciepły pokój z kominkiem i wyruszyć w dal; tęsknimy za barwami, ciepłem, wolnością, światłem. I kiedy wreszcie przyroda zaczyna ożywać, zachęcając nas do wyjścia na jeden z pierwszych spacerów, wówczas nieznaczne, niemalże niesłyszalne i jeszcze niewidzialne zmiany ożywiają powietrze. Zdawałoby się, że natura wstrzymała na chwilę oddech i wszystko zastygło w napięciu oczekiwania.

  

W naszej niecierpliwości zrywamy nabrzmiałe pąki, robimy co w naszej mocy, by szybko się rozwinęły, a jeśli to nie poskutkuje, to być może uciekniemy się nawet do małego kosmetycznego cięcia, aby pomóc kwiatu się otworzyć i najpewniej z tą pomocą przesadzimy, przez co kwiat „zapadnie się” w sobie.

  

Niekiedy zdaje się, że długa droga z ciemności ku światłu, ze skostnienia ku wolności, nigdy się nie skończy. Z przyzwyczajenia sięgamy wówczas do własnych rozwiązań, chcemy pokierować, wziąć sprawy w swoje ręce, nawet jeśli czas rozwiązania jeszcze nie nadszedł.

  

Słowa: wszystko ma swój czas… przychodzą nam co prawda na myśl, ale zdają się być bardzo odległe od naszej aktualnej sytuacji, od tego jak się czujemy i czego potrzebujemy. Zamiast przypatrywać się według jakich „praw” lub w obrębie jakich procesów rzeczy się rozwijają, niszczymy kwiat, nie dajemy mu się rozwinąć.

  

W naszej ślepocie dotyczącej zasad życia stale ingerujemy, chcemy coś zmieniać, ponieważ nie potrafimy znosić „Teraz”. Wewnętrzne procesy rzutujemy na zewnątrz, nie chcemy wewnętrznemu rozwojowi dać przestrzeni, jakiej on potrzebuje, i przeprowadzamy zmiany na zewnątrz.

  

Na przeszkodzie stoi nasz upór, który często nie chce zaakceptować koniecznych zmian. Trzymamy się wtedy kurczowo utartych szlaków, chcemy opóźniać zmiany, kultywować to, co stare…

  

Właściwie to, co na zewnątrz, powinno być wynikiem wewnętrznego procesu dojrzewania.

Często jednak o tym zapominamy i przenosimy punkt ciężkości z wewnątrz tam, gdzie jest to bardziej wymierne, namacalne, sterowalne. Wpływamy na to, co zewnętrzne, bo nasze ręce pragną chwytać, nasze oczy pragną widzieć. Lecz właśnie rzeczy niewidzialne czy też fazy, które umykają niecierpliwemu oku, często są najważniejsze. Jedynie wtedy, gdy zachowamy granicę, gdy zaakceptujemy spokój odosobnienia, gdy nie będziemy chcieli zrywać zasłony ciemności, ani nie będziemy chcieli skracać czasu, pąk będzie mógł się wykształcić, będzie mogło wzrosnąć coś nowego.

  

Ciche fazy wewnętrznej przemiany mogą być niekiedy wzrostem, niekiedy ostatecznym dojrzewaniem, lub też przygotowaniem do czegoś nowego, co później będzie mogło stać się dla nas widoczne.

  

Rzadko zostawiamy wolną przestrzeń dla ciszy wewnętrznego rozwoju.

  

Zwróćmy uwagę, że tygodniowy plan zajęć naszych dzieci przypomina raczej terminarz menedżera. Najlepiej jakby jeszcze udało się wszystko przyśpieszyć i przeskoczyć jedną klasę.

Dzieci zmuszane są do przechodzenia chorób dziecięcych w rekordowym tempie, tak że idące z nimi w parze ważne procesy dojrzewania wewnętrznego nie mogą zostać przeżyte.

  

Nie dajemy sobie czasu – ani na dojrzewanie, ani na rozwój.

Nie potrafimy czekać, nie dopuszczamy, aby coś się rozwinęło, wszystko zostaje przyspieszone, forsowane, dostosowane do ogólnej niecierpliwości i pośpiechu, a temu istotnemu, co się za tym kryje, nie dajemy już w ogóle miejsca. Doświadczenia piętrzą się w nas nie mając szansy, aby ich wydźwięk powoli w nas wybrzmiał, aby mogły zostać przemyślane i by mogło zostać zebrane ich żniwo.

Nasz świat daje nam możliwości przeżywania procesów rozwoju, zgłębiania życia w „rosnących kręgach”.

  

Z takimi procesami uczenia się konfrontowany jest każdy człowiek. Jeśli jednak w Szkole Duchowej powierzymy się światłu Gnozy, to będzie nam dany jeszcze o wiele głębszy wgląd i poznanie. Wchodzimy wówczas na drogę, której przebieg i postęp zależą także od naszej gotowości, by przyjąć procesy dokonujące się w ciszy i cierpliwości.

  

To nie my jesteśmy wówczas tymi, którzy popychają do przodu nasz rozwój, lecz nowa siła będzie rozwijać się w „rosnących kręgach”, siła która wszystkie doświadczenia opromienia szczególnym światłem, wszystkiemu nadaje sens. Doświadczenia takie są wówczas jak te kręgi, „toczące się ponad rzeczami”.

  

Aby to osiągnąć, ważnym warunkiem jest nauczenie się cierpliwości i akceptowania tego, co jest.

  

W naszej Szkole Duchowej zostajemy napełnieni oddechem pokoju, spokoju i miłości. Jeśli potrafimy się na to otworzyć, wszystko rozwinie się w nas we właściwy sposób.

  

 
 

© 1996-2006 Lectorium Rosicrucianum