Temat miesiąca, maj 2006
Gdyby nie nadzieja…
Rok w rok, gdy natura
ponownie budzi się do życia, w człowieku ożywa pełna nadziei tęsknota za
światłem, ciepłem i życiem. Po zimowym skostnieniu pojawia się nowa śmiałość
życia, rozbłyska światło nadziei. Nawet jeśli sytuacja życiowa przedstawia się
krytycznie i przejmuje lękiem, z pomocą nadziei można oprzeć się przeciwnościom
losu i spoglądać z optymizmem w przyszłość.
Od przyszłości oczekujemy
szczęścia, jakiego odmawia nam teraźniejszość.
Często przez wszystkie te
nadzieje związane z przyszłością zapominamy żyć tu i teraz, a więc w
teraźniejszości. A przecież ona jedyna do nas należy, jest to jedyna szansa,
aby wywrzeć wpływ na to, o czym nadzieja każe nam marzyć.
„Nadzieja jest duchową radością,
odczuwaną przez każdego na myśl o korzystnym przyszłym rozkoszowaniu się
rzeczą, sprawiającą mu radość.” (Locke, „O ludzkim rozumie”).
I rzeczywiście wiele zdaje
się przemawiać za nadzieją. Po wielekroć opiewana, wychwalana, sławiona w
wierszach, czczona jako niosąca ratunek. „Nie powinno się pozwolić jej umrzeć”,
jak uważa Fryderyk Rückert pisząc:
„Gdy nadzieja spełznie na
niczym, niech ci nigdy nie zbraknie nadziei!
Jedna brama się przed tobą
zamknęła, ale była to jedna z tycięcy.”
Takie słowa dodają otuchy i
krzepią.
Ale słychać też inne głosy,
upatrujące w nadziei nie sprzymierzeńczej lecz kłamliwej siły, będącej raczej
przeszkodą niż pomocą. I tak Paul Ernst ułożył rym:
„Nadzieja czeka, nadzieja
łga, nadzieja niewolniczo rąbie drwa;
Kto od nadziei się wyzwoli,
ten po koronę króla sięga.”
Czy życie bez nadziei czyni
nas wolnymi? Faust Goethego przeklina wręcz nadzieję, kiedy dotarłszy do kresu
swej akademickiej mądrości, woła zrozpaczony:
„Przeklęta niech będzie
nadzieja! Przeklęta niech będzie wiara! A najbardziej przeklęta niech będzie
cierpliwość!”
Nadzieja ma zatem
najwyraźniej dwa oblicza: jedno brzemienne obietnicą, któremu ufamy, a drugie
nierzetelnie zwodnicze, wywołujące frustracje.
Pomiędzy przekonaniem:
„Nigdy nie należy tracić nadziei”
a dosadnym potocznym
powiedzeniem: „Nadzieja matką głupich”
jest miejsce na szeroki
wachlarz przeciwstawnych doświadczeń.
Ilekroć wiążemy nasze
nadzieje z tym światem, są to nadzieje naszego „ja”. Piękne obrazy przyszłości,
ku którym pełni nadziei dążymy, są bądź co bądź tylko obrazami, a zatem czymś
nierealnym. Są to marzenia, iluzje „ja”. Nie mamy żadnej gwarancji na ich
zrealizowanie.
Lecz mimo wszystko mamy
nadzieję. Wszystkie nasze rozczarowujące doświadczenia nie mogą nas od tego
powstrzymać. Bowiem w głębi naszego wnętrza działa jeszcze inne źródło nadziei,
które jest nieprzemijalne. Jeśli je poznamy i zwracamy się ku niemu, nie odsyła
nas ono do fikcyjnej rzeczywistości, lecz daje nam perspektywy na trwałe. Ta
wypływająca z głębi wnętrza nadzieja towarzyszy ludzkości w jej walce życiowej.
Kto pozna najgłębsze źródło
nadziei, dla tego umiera nadzieja na spełnienie życiowe w świecie przemijalnym.
Przez to staje się on wolny. Budząca się nowa dusza ukierunkowuje się na wyzwolenie
z wiecznego kręgu przychodzenia i odchodzenia. Nadzieja ta uwolniła się od
obłędu; nie grozi jej rozczarowanie, lecz przeradza się w coraz większym
stopniu w wewnętrzną pewność. Droga do uwolnienia nowej duszy, naszego
prawdziwego „ja”, jest drogą nadziei przepełnionej radością.
Jest naszą serdeczną
prośbą, by jej światło zaświeciło kiedyś we wszystkich.