Temat miesiąca, wrzesień 2006
Szkoła życia
Często mawia się, że życie porównać
można ze szkołą. Jesteśmy tutaj po to, by się uczyć – by uczyć się tego, czego
do tej pory jeszcze się nie nauczyliśmy i czego tylko tutaj, podczas życia na
ziemi możemy się nauczyć.
Chcielibyśmy bliżej zająć
się tym porównaniem.
Uczniowie i uczennice w
szkole codziennie muszą rozwiązywać zadania i odpowiadać na pytania, pojedynczo
lub w grupie, na lekcji albo w domu; również zadania na ocenę, jak kartkówki
czy klasówki. Przy tym uczniowie najczęściej wiedzą, ile czasu mają na
rozwiązanie danego zadania.
Lecz jak to jest z
zadaniami, które mamy do rozwiązania w naszym życiu – z naszymi życiowymi
zadaniami? Tutaj nie wiemy, ile czasu mamy na ich rozwiązanie. „Termin oddania”
nie jest nam znany.
W szkole zadania i pytania
powinny być formułowane w sposób zrozumiały. Jeśli uczniowie nie potrafili
rozwiązać zadań, skarżą się często: „Nie zrozumiałem zadania; nie wiedziałem,
co mam zrobić”.
Jak to jest z naszymi
zadaniami życiowymi? Czy te zadania zawsze są jasno sformułowane? Z pewnością
spontanicznie odpowiemy, że często mamy całkiem odwrotne wrażenie.
Wówczas zadajemy sobie
pytanie: „No i co ja mam tutaj zrobić?” albo „Dlaczego akurat mnie to się
przytrafia?” albo „Czego mam się przez to nauczyć?” Jak często nie rozumiemy
zadania, jak często jego sens pozostaje przed nami ukryty?
Ponadto w szkole zwraca się
uwagę, by warunki zewnętrzne nie utrudniały pracy. Nie może być zbyt głośno, a
pomiędzy uczniami nie mogą występować spory, by możliwa była praca w
koncentracji. A jak to jest w „szkole życia”?
Hałas, stres, spór,
niezgoda, ciasnota, kłopoty finansowe, trudny kolega w pracy, szef choleryk:
wszystko to jest. I mimo to mamy poradzić sobie z naszymi zadaniami życiowymi?
Czy nie mówimy wtedy
chętnie: „Przecież bardzo chciałbym żyć w zgodzie z otaczającymi mnie ludźmi,
ale z tym kolegą nie da rady!” albo: „Przecież chętnie poznałbym sens mojego
życia. Lecz przy takim pośpiechu nie mam po prostu kiedy.”
Zajmijmy się teraz jeszcze
jednym aspektem: pomocą przy rozwiązywaniu zadań.
W szkole uczniowie i
uczennice otrzymują wskazówki, gdzie i w jaki sposób znajdą pomoc, np.: „Jeśli
nie będziesz mógł sobie poradzić, zapytaj sąsiada z ławki!” lub „Dalsze
informacje znajdziesz w podręczniku na stronie xy lub w internecie”.
A jak to jest w „szkole
życia”? Czy tutaj również otrzymujemy wskazówki, gdzie możemy znaleźć pomoc?
Gdy przyjrzymy się naszym
zadaniom życiowym, stwierdzimy:
Nie wiemy, ile czasu mamy
do dyspozycji na ich rozwiązanie.
Często nie wiemy, jaki sens
ma to zadanie i czego moglibyśmy się w ten sposób nauczyć.
Nie zawsze rozumiemy te
zadania. Warunki, w jakich żyjemy i uczymy się, często wydają nam się złe i nie
można ich zmienić.
Często nie wiemy, gdzie
możemy znaleźć pomoc. I często nie rozpoznajemy udzielanej nam pomocy lub
robimy to za późno. Sprawdźmy teraz, czy naprawdę tak jest.
Bez wątpienia nie wiemy,
ile czasu mamy do dyspozycji na rozwiązanie naszych zadań życiowych. Jakie
wynikają z tego konsekwencje? Czy jedną z konsekwencji nie mogłoby być to, by
wykorzystywać każdy dzień, nie odkładać niczego na później i ani nie gubić się
w marzeniach o przyszłości ani też nie tonąć w przeszłości? Nawet jeśli później
w życiu nie wszystkie zadania udało nam się rozwiązać właściwie, to jednak
staraliśmy się o ich rozwiązanie.
Czy jest jakaś szansa, by
rozszyfrować sens, jaki ma dane zadanie życiowe?
Jeśli potrafimy
zaakceptować, że chodzi wyłącznie o to, by zbierać doświadczenia, wówczas nasze
doświadczenia w związku z pewnym problemem, z pewnym zadaniem życiowym, są
właśnie tym sensem, którego szukamy. Wówczas doświadczeniem bardziej jest to,
by przeżyć daną chorobę, nie zaś by ją pokonać. Analogicznie odnosi się to
również do rozczarowań w małżeństwie lub w związku miłosnym, wychowania
trudnego dziecka…
Jak to się ma z warunkami,
w jakich żyjemy i mamy się uczyć?
Napotykamy na naszej drodze
zadania życiowe w takich okolicznościach, jakie życie dla nas przewidziało. Nie
przewidziano tutaj żadnej strefy ochronnej; raczej to właśnie te określone
warunki są częścią zadania. Stoimy w środku życia, z jakim mamy się uporać, na
końcu nieskończenie długiego szeregu inkarnacji. Wszystkie doświadczenia
naszych mikrokosmicznych poprzedników stoją do naszej dyspozycji – jako
okoliczności sprzyjające albo też utrudniające – dla tego, czego teraz
powinniśmy się uczyć i możemy się uczyć.
Okoliczności życiowe, w
jakich żyjemy, stworzyliśmy sobie sami albo stworzyli je dla nas nasi
mikrokosmiczni poprzednicy. Są one częścią naszego zadania. Muszą one zatem
zostać rozwiązane w obrębie z góry określonych warunków. Oczywiście nie oznacza
to, że nie możemy dążyć do poprawy naszej sytuacji życiowej – tak dalece jak
jest to możliwe.
A jak to jest z pomocą przy
rozwiązywaniu naszych zadań życiowych?
Czy zadania i warunki
życiowe same w sobie nie stanowią już swego rodzaju pomocy?
Otrzymujemy szansę, by
zbierać doświadczenia, jakich nam brakuje, np. godzić się z naszymi uwikłaniami
i ewentualnie je rozwiązywać, rozpoznawać ślepe uliczki i być może znajdować z
nich wyjście. Z pewnością doświadczyliśmy już kiedyś tego, że sytuacja, którą
początkowo odczuwaliśmy jako przeszkodę i obciążenie, w końcu stała się
wyjątkowo ważna, być może nawet okazała się impulsem do dalszego rozwoju.
Doświadczenia takie dotyczą zarówno naszych okoliczności życiowych, jak też
związków z innymi ludźmi.
Jakie formy pomocy istnieją
poza tym jeszcze na naszej „życiowej drodze nauki”?
Z pewnością myśli się przy
tym również o modlitwie, która często jest wołaniem o pomoc. Jednak czy
modlitwa nie jest w pierwszym rzędzie dawaniem? Byłoby to oddawanie się i
przyjęcie postawy: „Panie, nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”.
Dopuszczenie tego jest wówczas „modlitwą” i jednocześnie oddaniem własnej
samowoli oraz przyjęciem pewnego doświadczenia.
Bardzo wielką pomocą jest
także grupa. W rozmowach, także z innymi członkami i uczniami Szkoły Duchowej
uczymy się wspólnie i od siebie nawzajem.
Uczymy się tutaj również,
że to, co zdawało nam się być okrężną drogą, w ostatecznym rozrachunku być może
jednak było pomocą.
Na zakończenie zajmijmy się
kwestią, czy – pozostając przy obrazie szkoły i nauki – można „nie przejść do
następnej klasy”. Co się stanie, jeśli nie wyuczymy się jakiejś lekcji? Czy
istnieje wówczas również możliwość, by „powtarzać klasę”?
W rzeczy samej tak właśnie
jest. Raz po raz otrzymujemy nową szansę, by nauczyć się tego, czego nauczyć
się musimy – a jest to w przypadku każdego człowieka coś innego.
Dlatego nie zniechęcajmy
się, lecz przyjmujmy zadania, jakie zadawane nam są w „szkole życia”, z
wdzięcznością.