Temat miesiąca, styczeń 2007
Istota sporu
Nie ma chyba zjawiska,
które byłoby bardziej typowe dla naszego ludzkiego współżycia niż fenomen
sporu. Przybiera on różnorodne odcienie i pojawia się w najrozmaitszych
sytuacjach życiowych. Każdy go zna i prawie nikt nie jest w stanie go uniknąć.
Skąd bierze się spór?
Każdy spór rozpoczyna się w
głowie, a dokładniej w pewnej aktywności myślowej będącej reakcją na pewien
impuls, z którym nieświadomie coś nas łączy. Wystarczy tu już chociażby słabe
ustosunkowanie się w myślach do jakiegoś zjawiska lub problemu. Z tym zajęciem
stanowiska idzie na ogół w parze wewnętrzna identyfikacja, bowiem przeważająca
większość ludzi identyfikuje się z własnymi myślami - „myślę więc jestem”. I tak
wytworzyła się pozycja myślowa, czyli tzw. pogląd.
Gdy w języku niemieckim
przyjrzymy się etymologii słowa będącego odpowiednikiem polskiego słowa
„pogląd” - Meinung – stwierdzimy, że pierwotnie używane ono było w znaczeniu
„być komuś/czemuś życzliwym, kochać”. To, że ktoś „reprezentuje jakiś pogląd”
miałoby zatem znaczenie: „jest życzliwy swoim własnym myślom”, jest zakochany w
swoich własnych myślach.
Tymczasem, taka już jest
natura rzeczy, że my ludzie z gruntu jesteśmy bardzo od siebie różni, stąd też
i nasze indywidualne aktywności myślowe dają świadectwo tej różnorodności. W
eterze kłębią się zatem niezliczone formy myślowe. Wszystkie one w nieunikniony
sposób naładowane są energią „miłości własnej”. I ta właśnie energia odpycha
wszystko to, co z nią nie harmonizuje. I tak opinie zwalczają się wzajemnie, a
identyfikujący się z nimi ludzie czynią to samo.
Miłość do własnych myśli
pociąga za sobą ponadto poczucie, że ma się rację albo słuszność. W związku z
tym odmienny twór myślowy musi być nieprawidłowy lub niesłuszny. Przyczyna tego
tkwi w dwubiegunowej zasadzie naszego obszaru życiowego. A ponieważ nasza
świadomość – świadomość „ja jestem” – zbudowana jest z tych właśnie sił, nie
potrafimy inaczej.
Jak długo to wzajemne
myślowe zagrożenie rozładowuje się jedynie intelektualnie, mówimy o sporze
poglądowym. Znamy go przede wszystkim z dziedziny polityki, lecz spór taki może
toczyć się również pomiędzy naukowcami, artystami lub teologami. Jego skutki
nie zawsze są rozpoznawalne.
W chwili, gdy uaktywnione
zostaje ciało astralne – a odbywa się to na ogół niepostrzeżenie dla
zaangażowanych – spór przechodzi w inne stadium. Poprzez mechanizm
identyfikacji rozbudzona zostaje cała skala uczuć i pomiędzy uczestnikami sporu
ma miejsce silne poruszenie. Spór przechodzi z zagrożenia w fazę ranienienia aż
po unicestwienie. Skutki stają się namacalne.
Nieustające lub powracające
zranienia mocno zapadają w ciele astralnym i odbijają się następnie na nawykach
myślowych. Koło zostaje zamknięte. W ten sposób fenomen sporu utrzymuje się
przy życiu.
Spór zatem nierozerwalnie
związany jest z egotycznością człowieka.
To, co dotyczy sfery
międzyludzkiej można też odnieść do całych grup, ludów, narodów. Człowiek zaś
wzdycha i cierpi z powodu następstw.
Czy jest tu jakieś wyjście?
Tak, jest, ale trzeba je
samemu odkryć.
Gdy tylko człowiek dość ma
swego skoncentrowanego na własnym ego sposobu życia, zaczyna poszukiwać. I
kiedyś odkrywa, że istnieje w nim zarodek możliwości jeszcze innej egzystencji.
Cierpliwie i wytrwale skupia się na „badaniu“ tej możliwości. Jest przy tym tak
zajęty mierzeniem i naświetlaniem swych wewnętrznych przestrzeni , że jego
zainteresowanie tym co zewnętrzne przejściowo słabnie. Przyjmuje też dystans do
samego siebie, do swojego zwykłego „ja“, które tak mocno powiązane jest z tym
co na zewnątrz.
W tej dobrowolnej
„izolacji“ powoli potrafi patrzeć z coraz większą klarownością. Obserwuje on
swoje „ja“ pośród wszystkich tych stworzonych przez siebie samego powiązań i
uwikłań. Obserwuje on swoje aktywności myślowe, uczuciowe oraz swoje czyny
trzeźwo i obiektywnie i nagle rozpoznaje siebie samego jako oddzielone „ja“,
jako nagromadzenie gigantycznych „urojeń“.
Identyfikowanie sie z taką
formą egzystencji traci dla niego odtąd wszelki urok. Sukcesywnie będzie coraz
mniej reagował na te powaby zwykłego samoutwierdzania się, nie będzie ich już
przez to dłużej utrzymywał w sobie przy życiu.
Zwraca się on ku światłu,
które umożliwiło ten cudowny proces i znajduje jego źródło głęboko we własnym
sercu. Budzi się z tego nowe życie, a w jego obecności wszystkie więzy z tym co
stare mogą powoli zostać rozwiązane. Jest to życie, które żywione jest z
obfitości bytu, wolne od dwubiegunowości, życie, które wzniosło się ponad spór.
Wszyscy, którzy zgromadzeni
są w Szkole Duchowej dążą do takiego właśnie życia.